blue-angel blog

Twój nowy blog

Moje Anioły

1 komentarz

Pokochałam Anioły swoim całym sercem.Medytowałam z nimi przez dwa lata. I wiem, że istnieją. Choć, ich nigdy nie widziałam…To czułam ich obecność…W jaki sposób?… Dawały mi ogromne ciepło, spokój wewnętrzny, radość. Nawet, kiedyś poczułam piękny zapach…Przypominający kwiaty.
Nigdy nie ingerują w życie człowieka…Gdy, je o to nie poprosimy.Chyba,że przybywają aby nas ochronić przed czymś złym, tzn. pod postacią naszej intuicji, przeczuć tak jak było to w moim przypadku.
Spotkałam się również z opinią, kiedy anioły mogą przybierać różną postać. Na przykład nietypową tak jak opisują to inni. Może,ukazać się tak prawdziwie jak świetlista biała energia ale również pod postacią człowieka, zwierząt, roślin,kolorów, muzyki.
Dają nam natchnienie aby żyć. Wskazują ścieżki, którymi powinnśmy podążać, wspierają nas w chwilach zwątpienia, dają natchnienie twórcze…ale to my tylko i wyłącznie decydujemy co tak na prawdę chcemy robić.Czy, wybierzemy tą właściwą drogę, czy też nie?
Przybywają i dają nam przeróżne znaki.Tak proste, że ich nawet nie zauważamy.Ciekawe, czy spotkaliście się kiedyś z czymś takim, kiedy mieliście zrobić coś np. złego lub też byliście zmartwieni a nagle przyszedł ktoś i doradził wam co powinniście uczynić lub zadzwonił w danym momencie telefon?…I zupełnie zmieniliście swoje poprzednie poglądy…pojawił się uśmiech na waszej twarzy, radość…
Modlitwa, pochodzi z głębi serca. Jeżeli, nie potrafimy się modlić. To po porostu mówmy to co czujemy do swoich aniołów, prośmy ich o pomoc a nasza modlitwa na pewno zostanie wysłuchana. Nawet, bardziej niż wyczytana z książki.Jeżeli oczywiście, będzie prawdziwa, szczera, płynąca z serca.
Anioły, lubią słuchać waszych próśb. Po to zostały stworzone.Ponadto, uwielbiają piękną, spokojną muzykę.
Są Anioły i Archanioły.Przytoczę, co oznaczają i jakie mają nazwy.
ANIOŁ-przynosi i przesyła boskie wiadomości i modlitwy;
ANIOŁ STRÓŻ- przydzielony nam od urodzenia,pomaga człowiekowi na wszystkich jego drogach i pilnuje, by nic mu się nie stało, tak długo jak jest to zgodne z planem Boga;
ARCHANIOŁ-jest najważniejszym rangą aniołem ludzkości;działa wyłącznie w boskim świetle;W jego służbie stoją tysiące aniołów;
ARCHANIOŁ MICHAŁ-najwyższy rangą anioł;doradca Boga;przeciwstawił się szatanowi i wypędził go z nieba;ma swoje legiony aniołów;
ARCHANIOŁ GABRIEL- imię jego oznacza” Siłę,Moc twórczą Boga”; rozprzestrzenia
światło zbawienia i zmartchwystania poprzez siły przemian, odnowienia;anioły,które mu podlegają mają za zadanie przesyłać boskie ideały służące pięknu i harmonii;
ARCHANIOŁ RAFAŁ-imię jego oznacza ” Bóg leczy”; jest wielkim światłem uzdrowienia, uleczania, błogosławieństwa;
ARCHANIOŁ URIEL-imię jego oznacza”Światło Boga”;Uriel jest archaniołem świętej energii, która nas napędza do działania; poddaje próbie naszą siłę;
ARCHANIOŁ HANIEL-imię jego oznacza ” Boży hołd i dobroczynność”;przesyła boską miłość ufność w to, co boskie na ziemi i w ludzkich sercach;służy rozwojowi człowieka, przesyła mu zaufanie do boskiej siły;
ARCHANIOŁ JOFIEL- jego imię oznacza” Mądrość Boga”; Jofiel przesyła w ludzkie serca boskie światło mądrości;kiedy do człowieka dociera światło przesłane przez tego archanioła
określa on to jako szczęście, szczęśliwy traf,łaskę, uśmiech losu;Jofiel przesyła radość , zrozumienie;
ARCHANIOŁ ZADKIEL-imię jego oznacza „Boży Sędzia”;Człowiek otrzymuje od Zadkiela,inspirację, natchnienie i siłę, aby doskonalił swój los;przesyła również światło wybaczania, zbawienia,przemiany;
Tak, więc mamy ogromne wsparcie od aniołów i archaniołów.
Jeżeli, tylko będziemy chcieli
to prośmy je w trudnych chwilach aby one przybyły. Na pewno otoczą nas opieką i ochroną…Przecież, zawsze stoją obok nas.

” Nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę”

bajka

Brak komentarzy

Opowiem, teraz bajkę, którą napisałam dla własnych dzieci….Szkoda, że nie mogę pokazać obrazków, które opracowałam sama graficznie.
TYTUŁ
” CEZAR WŁADCĄ HERRALU”
Drogie dzieci! Zapraszam Was bardzo serdecznie do przeczytania mojej bajki.Historię, którą Wam teraz opowiem, mogłaby stanowić fabułę superfantastycznego filmu.Aby się o tym przekonać, przeczytajcie całą opowieść, a uwierzycie, żę mówię prawdę…
W pewnym miasteczku Asus, przyszedł na świat mały chłopiec, któremu nadano imię Cezar.Wróżka Maksa, przepowiedziała jego rodzicom,że za dziesięć lat, ich syn stanie się najsłynniejszym władcą podwodnego miasta Herral.Jednak nikt nie wierzył jej słowom…
Przełom, nastąpił po dziesięciu latach…
Pewnego słonecznego dnia, mały Cezar powędrował na piaszczystą plażę Oceanu Niebieskiego. Ubrany był w krótkie szorty i lekko zabrudzoną białą koszulkę.Jego złociste loki, opływały zarumienione policzki.Na nosie połyskiwały, okrągłe okulary z pękniętym jednym szkiełkiem.Był bardzo zainteresowany śladami wydrążonymi w piasku.Nic dziwnego, bowiem w okolicy uchodził za najmłodszego odkrywcę.
Jego,skarby przechowywane były skrzętnie w małej skalistej jamie.Otoczonej bujną oceaniczną roślinnością. Tylko, jej właściciel miał do niej dostęp.
Na pewno, jesteście ciekawi, co kryło się w kuferku?Już, wam szybko odpowiadam…
Znajdowało się w nim wiele interesujących rzeczy.Kolorowe szkiełka,porcelanowe muszelki, zagubione pióra mew i zasuszone jaszczurki.Cezar, bardzo rzadko dzielił się swoimi zdobyczami z innymi dziećmi
Interesuje Was na pewno, na co tym razem mógł natknąć się nasz mały odkrywca?
Ślady, prowadziły do wydrążonej w plaży dziury.Ciekawość Cezara była ogromna .Odkopał rękoma, zasypaną w piasku małą walizeczkę.Była cała brązowa ze złotymi okuciami.Kształtem, przypominała serduszko. Na jej przodzie widniał wizerunek uśmiechających się aniołków.A co było najciekawsze? Wizerunek ten był żywy.Owe istotki, wyglądały i poruszały się jak ludzie.
Cezar nie mógł uwierzyć, w soje nowe odkrycie.Nadal z zaciekawienien oglądał swój mały skarb…
My, natomiast przejdziemy do opisywania nowej wielkiej przygody chłopca…
Nasz bohater nie zauważył jak wełniane chmurki zagoniły złoty okrąg do zagródki.A srebrzysty sierp księżyca roztoczył swój grafitowy płaszcz z magicznym pyłem na nieboskłonie…
Ku wielkiemu zdziwieniu Cezara z walizeczki wyfrunęły dwa zabawne aniołki.Wyglądały jak barwne motyle, które delektując się spływającym nektarem z kwiatów, wykonały zabawny ukłon w stronę chłopca. Potem szepcząc coś jemu do ucha, nakierowały go w stronę Oceanu.Mały odkrywca już wiedział,że za chwilę turkusowe fale, wyniosą perłową muszelkę na złotą piaszczystą plażę.
Cezar, podniósł mieniącą się barwami tęczy przesyłkę.Przyłożył ją do ucha i wsłuchał się w jej piękny szum..
- Cezarze!Cezarze!- zawołała muszelka
- Słucham.-odpowiedział chłopiec
-Potrząśnij mną trzy krotnie.Wtedy, wypadną ze mnie trzy klucze.Najmniejszym z nich otwórz walizeczkę.
Cezar,zrobił jak powiedziała mu muszelka…Gdy, wypadły klucze na granatowym niebie pojawiły się trzy kolorowe pioruny.Chłopiec, szybko otworzył walizeczkę.
Jego zdziwienie było ogromne.Bo oto wewnątrz na wyścielonym, purpurowym materiale,leżał duży pierścień z czerwonym kamieniem i pożółkły list zawinięty w rulonik…Cezar nie mógł opszeć się urokowi pierścienia i wziął go do rąk…
W tym momencie mocno zawiał wiatr,rozwijając przed chłopcem wyblakły list.Pismo, zachwyciło chłopca swoim artystycznym pięknem.Nasz mały bohater z wielkim przejęciem zaczął czytać jego treść.
Chcecie wiedzieć co w nim było zawarte? Już Wam przekazuje ową tajemnicę…
Pewnego słonecznego dnia, rybacy wypłynęli swoimi łodziami na połów ryb.Jak co dzień wyławiali skarby natury, którymi obdarzał ich Ocean.
Jednemu z nich, trafił się niespotykanej wielkości, pięknie oszlifowany bursztyn.Mienił się barwami tęczy.Poświata bijąca od niego tworzyła pryzmat kolorów.Rybak, zwabiony widokiem tak cudownego zjawiska, postanowił sprzedać go na pobliskim targu.Tam,nie świadomy swojego czynu,oddał za symboliczną cenę „Dar Oceanu”,przypadkowemu jubilerowi.Rybak, zapatrzony w złote monety, przyjął ofertę.Potem, bursztyn przechodził z rąk do rąk. Padł łupem złodziei.Opłynął cały świat.W końcu został umieszczony w ścianie promu kosmicznego.
Domyślacie się, co mogło nastąpić później? Poleciał daleko w kosmos. Nikt nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji.Bursztyn, nie był zwykłym kamieniem, lecz sercem pałacu znajdującego na dnie Oceanu Niebieskiego. Sercem księżniczki która zapadła w głęboki sen, po zaginięciu bursztynu. Z tego powodu najbardziej przygnębiony był stary król Hipolit.Jego jedyna i ukochana córka Orchidea obudziła by się ze snu, gdyby bursztyn powrócił do pałacu.
Miał to uczynić mały ziemski chłopiec o imieniu Cezar.
W tym samym momencie, gdy nasz mały odkrywca czytał list, turkusowe fale oceanu wyniosły Bursztynowe Królestwo na piaszczystą plażę…
Cezar ze zdziwienia otworzył szeroko usta i przetarł pęknięte szkiełko swoich okularów.Przed nim z wielkim zgrzytem otworzyły się potężne, mosiężne wrota.Biała łuna bijąca ze środka królestwa, oślepiła chłopca…
Nagle, dwa figlarne aniołki pochwyciły Cezara, unosząc go przed same oblicze króla Hipolita…
Zdziwienie chłopca było ogromne…Bo oto ujrzał na tronie zrobionym z dużych zapałek, starszego i otyłego mężczyznę.Ubranego w czerwoną „szatę” w kształcie uchwytu do szklanki.Głowa władcy, przyozdobiona była „koroną”, kryształowego kielicha.Śnieżnobiała broda, przypominała białe pasące się owieczki a znakiem władzy były trzymane w rękach łyżka i widelec.Natomiast jego podwładni jeszcze bardziej zadziwili chłopca…Ich stroje kształtem przypominały garnki i filiżanki o metalicznym połysku.
Najważniejsze jednak przed nami…
Król, będąc dość kurpulentnym człowiekiem,miał małe problemy ze wstawaniem. Dlatego, musieli mu pomóc jego podwładni…Gdy, wreszcie to nastąpiło, podszedł do Cezara i chwycił go pod ramię, mówiąc…
-Drogi,chłopcze ty zapewne masz na imię Cezar i pochodzisz z miasteczka Asus.
-Tak.- odpowiedział mały odkrywca
-Gdy, przeczytałeś list, na pewno domyśliłeś się, żę skierowany on jest do ciebie.Jesteś jedynym dzieckiem, które może uratować moją córeczkę i całe królestwo…
-Ale, drogi królu?-przerwał lekko przestraszony chłopiec
-Nic nie mów.Gdy oprowadzę ciebie po moim królestwie, porozmawiamy o Twojej dalszej wędrówce…
I jak powiedział, tak uczynił.
Ja,jako wasz narrator opiszę Wam co znajdowało się w owym królestwie…
W jednej z komnat na grafitowym płaszczu nieba,unosiły się w powietrzu miniaturowej wielkości gwiazdeczki.Okrągły księżyc,obracając się wokół własnej osi,roztaczał białą poświatę na dębowy stół, który pokryty był diamentowym pyłem.W tajemniczej a zarazem bardzo pięknej komnacie „płynęły” prawdziwe pierzaste obłoczki.Obok, stał stary mag,przyrządzający tajemnicze mikstury.Wszędzie poustawiane były szklane butle, w których bulgotały różnobarwne ciecze. Na metalowych tacach,znajdował się rozsypany zmielony proszek z ziół.Wszędzie wisiały splecione naręcza zasuszonych kwiatów.W kryształowych menzurkach woda przybierała przeróżne kolory.Palące się jasnym blaskiem świece, wyzwalały bardzo przyjemną woń.Na ścianach wisiały dwumetrowej wielkości pożółknięte płótna, na których zapisane były jakieś cyfry i równania. Samoistnie obracająca się klepsydra wyznaczała upływający czas. Muszę wspomnieć jeszcze o pięknymm białym kocie z hipnotycznymi zielonymi oczami.
To, nie koniec naszej wędrówki po Bursztynowym Królestwie…
Kolejna komnata, zawierała zupełnie coś odmiennego…
Cezar, zobaczył w niej cukierników,przygotowujących kilkumetrowej wielkości tort.
Do jego sporządzenia, potrzebowali drabin.Wszystkie,”kucharskie narzędzia”, były ogromnej wielkości.W drugim pomieszczeniu owej komnaty, kobiety z białej wełny owieczek,robiły watę cukrową i rozdawały ją okolicznym dzieciom.
To nie wszystko…Pasły się tam również, niezwykłe marcepanowe krówki.
Za kostkę cukru, dzieci, otrzymywały od nich, szklankę czekoladowego mleka.W około płynęła słodka,różowa rzeczka. W niej, pluskały się brzdące, przy blasku lukrowego słoneczka.
Czy, chcecie wiedzieć coś więcej?
Król Hipolit, zaprowadził Cezara do trzeciej, ostatniej komnaty.Tam, ujrzał przepiękną księżniczkę Orchidę.Dziewczynka, leżała na ogromnym białym łożu, osłonętym przeźroczystą zasłonką…i spała.
Wzruszony władca, ze łzami w oczach,zwrócił się w stronę chłopca,mówiąc do niego…
-Drogi, Cezarze!Los mi cię zesłał.Proszę uratuj, moją córeczkę.
-Nie wiem, czy jestem w stanie tego dokonać?-odpowiedział z lekkim drganiem w głosie Cezar
-Dasz sobie radę…Włóż, na palec pierścień.On będzie cię ochraniał.Możesz,go również prosić podczas swojej wędrówki, o trzykrotne spełnienie życzeń.
- Dobrze.-odpowiedział chłopiec
- Bursztyn znajduje się gdzieś na planecie Cyrplemedzie.Aby, tam dotrzeć,trzeba zmierzyć się z wieloma przeszkodami…Szlak, doprowadzi cię do promu kosmicznego.-powiedział król
Wzruszony tymi słowami chłopiec,zapytał…
-Czy, będe wędrował sam?
-Nie…Już, teraz otrzymasz ode mnie, amulet chroniący cię przed złymi czarami…Delfina, o turkusowych oczach imieniem Kropka.
Po, chwili…
-Królu?Zrobię wszystko co w mojej mocy aby uratować księżniczkę i Bursztynowe Królestwo-powiedział Cezar, zakładając złoty amulet na szyję
-Pamiętaj…Jeżeli, wykonasz zadanie, zostaniesz nowym władcą Herralu…
Po słowach,króla Hipolita,Cezar pożegnał się ze wszystkimi i od razu wyruszył w podróż pełną wielu niebezpieczeństw…Tam, czekał na niego, delfin Kropka,który na swym grzbiecie zabrał chłopca do wrót tajemniczej przygody…
Widok,jaki zobaczył Cezar wydawał się niczym senne marzenie…
Opływające w złote promienie słońca,skaliste wybrzeża,kusiły swoim tajemniczym „spojrzeniem”.Srebrne pulsujące żyły gór, połyskiwały od nadmiaru minerałów…Na szmaragdowych falach Oceanu,radośnie podskakujące rybki,stwarzały wrażenie kryształowych kielichów na wodzie.Mewy, zataczały kręgi tym samym gubiąc swe pióra na jedwabistym Oceanie.Rodzące się w porcelanowych muszelkach, perły,urzekały swoim pięknem, nie jednego podwodnego wędrowcę.
Gdy, dotarli na miejsce, granatowa noc,okryła się gwiaździstym płaszczem.Okrągły,srebrzysty księżyc, oświetlał swymi promieniami, ocean, wijący się w mgielnym szale.
Chłopiec, pożegnał bardzo czule Kropkę, po czym wyruszył w stronę miasta Suz…Tam,był ukryty Grafitowy Pałac, kształtem przypominający dryfujący po oceanie Okręt.Jednak, była to tylko fatamorgana…Złudzenie,stworzone dla wszystkich zuchwalców,pragnących przekroczyć wrota tego Pałacu…
Jego kondygnacja opływała w wykwintnie oszlifowane drogocenne kamienie.Zarysowany deseń na kolumnach, przedstawiał rozwijające się pąki białej lilii.Kształty dzikich zwierząt,ozdabiały mosiężne wrota Pałacu.Ramy okien, powleczone perłową masą,upiększały zewnętrzną stronę budynku.Na masywnych kolumnach wiły się żywe gałązki podwodnej roślinności…Obok Pałacu,stał wrak statku pasażerskiego z XVIII wieku.Jego wnętrza strzegły dwa sfinksy.Ziejąc ogniem,odstraszały śmiałków chcących dostać się do niego.Bo w jego wnętrzu, ukryte były skarby…Drogocenne naszyjniki i kolie, spływały jak słone łezki z niedomkniętych kufrów.Obok nich świeciły złotem monety a bezcenne pierścienie z wytłoczonymi wizerunkami ówczesnych władców,otaczały wielką tajemnicą przybywających tam wędrowców.
Na pewno cały czas zastanawiacie się, co z naszym małym bohaterem?
Cezar, obejrzał z daleka Pałac i wrak okrętu. Nie zdawał sobie jednak sprawy z tego,że jest to fatamorgana…Dopóki na swej drodze nie spotkał pwewnego staruszka…Maga Klaudiusza.
Ów wymieniony człowiek, był niczym chodząca księga.Z jego twarzy, wyczytać można było wiele mądrych odpowiedzi na zadane mu pytania.
Wyróżniał się z wyglądu od innych ludzi, długą siwą brodą i pofalowanymi, białymi włosami…Ubrany w ciemnobrązowy habit, przechadzał się blisko Grafitowego Pałacu.
Obłok wrażeń,unoszący się wokół głowy Cezara, został rozwiany w momencie,gdy Mag Klaudiusz przywołał go siebie…
-Drogi, chłopcze.Tutaj kładę przed tobą,Wielką Złotą Księgę.Ma ona ogromne znaczenie,zarówno dla ciebie jak i całego Królestwa Herral.
-Dlaczego?-zapytał Cezar
-Jesteś, jedynym chłopcem,który jest w stanie uratować księżniczkę Orchidę.Otrzymałeś trzy klucze od muszelki.Jeden już wykorzystałeś, do otwarcia walizeczki…Drugim,otworzysz, wrota Grafitowego Pałacu…Jednak, pamiętaj,że pałac jest złudzeniem.Jeżeli, wierzysz,że istnieje na prawdę…staje się rzeczywistością.Jeżeli nie i przejdziesz bez strachu obok sfinksów to nie stanie ci się żadna krzywda…Tam, odnajdziesz srebrną skrzynię z ukrytymi wskazówkami, co masz dalej robić.-powiedział Mag
-Magu Kłaudiuszu,a jeżeli mi się to nie uda?
-Jest zapisane w Złotej Wielkiej Księdze,że pokonasz wszelkie przeszkody i dokonasz wielkich cudów.
-Kiedy, mam wyruszyć w drogę?
-Gdy, na błękitnym niebie,złoty krążek przebudzi się do życia a cała okolica przybierze magiczny nastrój…Ty, drogi chłopcze wyruszysz w swoją podróż.Na pewno rozpoznasz znaki, o których teraz powiem…Zielona trawa, obsypana poranną rosą, zacznie układać przeźroczyste naszyjniki w kształcie serduszek mieniących się barwami tęczy.Kwiaty,będą kąpać się w promieniach wschodzącego słońca a ich łodygi delikatnie uginać się zaczną pod wpływem srebrzystego wiatru.Niebieskie oczy ptaków i ich trele oświadczą,że nadeszła ta pora.
-Magu Kłaudiuszu.Nie mogę, uwierzyć twoim słową?
-To, nie wszystko co mam ci do powiedzenia…Przybędzie do ciebie magiczny wysłannik,rozpoznasz go po niebieskim habicie.Jednak,jego twarzy nie zobaczysz.Zasłonięta będzie kapturem.On, obdaruje cię wymyślonymi przez ciebie przyjaciółmi,z którymi chciałbyś przebyć niesamowitą przygodę.
Po tych słowach, Cezar oddalił się z magicznego miejsca aby przemyśleć, to wszystko co mu powiedział Mag Klaudiusz.
Poczekajmy, do dnia, w którym wyruszy
w swoją drogę…
***
Gdy, nastał długo oczekiwany dzień,faktycznie stało się tak jak przepowiedział Mag.
Cała przyroda, dała o sobie znać w sposób bardzo magiczny i wspaniały.
Śpiącego Cezara, obudził tupot końkich kopyt…Na karym rumaku,siedział jeździec w niebieskim habicie a twarz zasłonięta była kapturem…Naszemu bohaterowi z wrażenia szybko zaczęło bić serce.Uniósł się lekko na rękach i zapytał…
-Kim, jesteś?
-Nie lękaj się mnie.Ty zapewne jesteś chłopcem, któremu mam pomóc…Masz na imię Cezar.
-Tak.-odpowiedział
-Przybyłem z dalekiej,zaczarowanej krainy.Jestem, magicznym wysłannikiem, który ma za zadanie spełnić twoje marzenia.Czego,pragniesz?-zapytał, tajemniczym głosem
-Ja…Pragnę tylko…To znaczy, marzę aby nie podróżować w samotności.-powiedział lekko zalękniony chłopiec
-Marzenie, twoje spełnię…Powiedz tylko,z kim chciałbyś wybrać się w podróż pełną przygód?
Po chwili namysłu, nasz mały bohater odpowiedział…
-Zawsze, moim pragnieniem było mieć konia,psa i sowę.
-Oczywiście, twoje marzenie spełnię…Nawet, jeśli zechcesz,przemawiać do ciebie będą ludzkim głosem.
Po czym, tajemniczy wysłannik, wyciągnął złoty róg, w który zadął…
W tym momencie przybiegł biały, skrzydlaty rumak…Koń rżąc i unosząc przednie kopyta, przywitał swojego przyszłego jeźdzca.
To samo, dwukrotnie powtórzył tajemniczy mężczyzna…Po czym z lasu wyłonił się srebrzysty pies o błękitnych oczach i przyfrunęła biała sowa.
Nasz mały bohater, zachwycony swoimi przyjaciółmi, nawet nie zauważył zniknięcia magicznego wysłannika.
Cezar od razu nazwał swoich towarzyszy podróży:białego rumaka-Juka,psa-Roti a białą sowę Hentera.
Chłopiec,wyruszył na koniu wraz ze swoimi przyjaciółmi do Grafitowego Pałacu…Droga była długa i męcząca.Dodatkowo mocno doskwierało słońce.Jednak, myśl o uratowaniu księżniczki, trzymała go przy życiu.
Zanim dotarli na miejsce, musieli przejść przez rajski ogród zwany Saharytą…
Widok, był niezwykły.W środku krzątali najznakomitsi ogrodnicy.Z plasteliny formowali kształty karłowatych drzewek szczęścia.Ich gałązki uginały się od soczystopurpurowych owoców.Na szklanych ścianach,zwisały platynowe odmiany gąbczastych cytryn.Z nich spływał sok,poprzez dołączone do nich rurki.W drewnianych beczkach napój,przetwarzano na wyśmienity nektar.Modelinowe klomby,delektowały swoje korzenie, atramentową wodą w szklanych kałamarzach.Tym samym przybierając przepiękne formy roślin i zwierząt. Jak na trójwymiarowych obrazkach.Ogrodnicy w kryształowych rabatkach,stwarzali z żarówek świecące odmiany polnych kwiatów.Kaktusy,wzdychając kropelkami wody,malowały na szybach bajeczne pejzaże.Pszczoły i motyle, smakowały swoje skrzydła nektarem spływającym z pąków kwiatów.Woskowe ptaki, zachwycone nadzwyczjanym widokiem,umilały swoim śpiewem,pracę ogrodników.
Gdy,nasi czterej bohaterowie,dojechali do Grafitowego Pałacu,nastała ciemna noc…
Mimo zmęczenia, podróżnicy musieli wykonać zadanie.Cezar,pamiętał o słowach Maga Klaudiusza.Wiedział również,że niemoże odczówać lęku.
Sfinksy, pilnujące drogocennych klejnotów, ziały ogniem .Z ich oczów płynęły niebieskie,laserowe promienie świetlne.Nie było innej drogi prowadzącej do wrót Pałacu.Więc,do wykonania tego zadania,chłopiec poprosił rumaka Jukę.
Po pewnym czasie, obaj byli już gotowi do wykonania zadania…
Juka, wraz z Cezarem na grzbiecie,szczęśliwie przefrunęła nad laserami świetlnymi.Wtedy,chłopiec mógł otworzyć kluczem wrota Pałacu.
Widok,który ujrzeli był niesamowity.W pierwszej komnacie,do której się udali,wisiały niezwykłe obrazy w których postacie się poruszały…Oprawione w złote ramy,przedstawiały podobizny królów i królowych.Ponadto,co jakiś czas uśmiechały się w stronę wędrowców.
Na jedwabnym arrasie,skocznymi tańcami figlarne amorki,niesamowitym śpiewem i graniem na bębęnkach,umilały czas przybyłym gościom.
Jednak mądry chłopiec nie dał się zwabić tym pięknem,które go otaczało.Zaczął szukać wzrokiem srebrnej skrzyni z dalszymi informacjami…Odnalazł ją,bo stała na drewnianej ławie.Trzecim kluczem otworzył ją i wziął do rąk zalakowany czerwoną pieczęcią list…W tym samym momencie,Juka zaczęła nerwowo wierzgać kopytami.Wtedy,Cezar spostrzegł,że z Grafitowym Pałacem dzieje się coś niepokojącego…Mury kondygnacji zaczęły pękać…Nie zastawiając się ani chwili dłużej,wskoczył na grzbiet białego rumaka…Zdążyli uciec nim cały Pałac się zawalił.
Zobaczywszy,całych i zdrowych przyjaciół,sowa Hentera i pies Roti,zaczęli podskakiwać ze szczęścia.
Od dziesięciu lat żaden śmiałek nie mógł przekroczyć wrót Grafitowego Pałacu,dokonał tego tylko Cezar.Jest to jeden z cudów,o których wspominał Mag Klauidiusz.
Teraz, może powrócimy do naszych czterech przyjaciół…
Cezar,zerwał pieczęć i zaczął czytać treść listu,w którym napisane było…
„Drogi,Cezarze!Już, wiem teraz,czytasz mój list.Z pewnością nie wiesz kim jestem…Niech pozostanie to tajemnicą.Posłuchaj,uważnie co mam Ci do powiedzenia…Serce Bursztynowego Pałacu jest w rękach złego króla Pledema.Królestwo jego znajduje się na planecie Cyrplemedzie w czarnej Galaktyce Cyrnagalaktyce.Cała budowla zamczyska przypomina stalową konstrukcję stu piętrowego wieżowca.Na samym szczycie siedzi na tronie wykonanym z blachy,groźny i mściwy władca Pledem.Ubrany jest w czarną szatę obsypaną złocistymi gwiazdkami.Na głowie zamiast korony, nosi srebrną trójkątną czapkę. W rękach trzyma księżyc i przeźroczystą kulę.Król Pledem,nigdy nie rozstaje się ze swoim czarnym rumakiem,imieniem Curry.Jego maść jest tak czarna jak jego charakter…Podwładni jego, to okrągłe istotki.Wyglądają jak pancerz kasztana z niewielkimi igiełkami…
Sam król Pledem jest bardzo zachłannym władcą.Zagarnia wszystko co wpadnie w jego ręce.Również roztacza swoją złą energię na ludzi i zwierzęta.Potęguje to jego władzę.Jednak,aby zmierzyć się z tym nikczemnym władcą i odebrać mu Bursztynowe Serce,musisz przebyć trudną drogę…Ty,tylko drogi Cezarze jesteś wstanie tego dokonać.Musisz,zmierzyć się ze złem tego świata oddając swoje czyste serce…Odnajdziesz prom kosmiczny, który znajduje się w mieście Oksa.Polecisz nim na planetę zwaną Cyrplamedą.Pomogą Ci w tym twoi przyjaciele…Wobec tego wyruszaj w świat.Życzę Ci wiele szczęścia.”
Po przeczytaniu listu od anonimowego nadawcy,Cezar oddał się głębokiej refleksji.Wiedział,że od niego zależy los wszystkich mieszkańców Królestwa Herral a przede wszystkim chodziło o życie księżniczki Orchidei…
Mądra sowa Hentera,wskazała dalszą drogę małemu chłopcu…
Droga wszystkich przyjaciół zaprowadziła ich, aż do Złotego Kanionu.Tam mieli do pokonania kolejną przeszkodę…
Aby zbliżyć się bardziej w stronę miasta Oksa musieli przejść przez ogromny most do szklanej piramidy,strzeżonej przez cztery psy.Zwierzęta nie były prawdziwe lecz wykonane z marmuru.Z wyglądu przypominały dobermany…Siedziały po dwa,ochraniając obie strony piramidy.Gdy, ktoś próbował zbliżyć się do budowli,głośno szczekały i warczały.
Jednak i na to,mądra sowa Hentera znalazła sposób…Przemówiła do chłopca ludzkim głosem.
-Cezarze!Jestem tu po to aby cię wspierać.Dlatego, zdobyłam dla ciebie złote trzewiczki,dzięki którym przejdziesz tak cicho,że nawet psy cię nie usłyszą…Musisz wykonać to zadanie sam.Nie martw się o psa Rotiego.Jestem, bardzo silnym ptakiem,w porównaniu z moimi braćmi.Przeniosę go nad piramidą.
Juka,ma skrzydła dlatego sama sobie poradzi…
Pamiętaj, jednak że nie możesz spojrzeć na wnętrze piramidy, gdyż będzie cię wabiła pięknem kolorów.Inaczej, cała dalsza wyprawa nie będzie miała sensu.
Chłopiec,uczynił tak jak mu powiedziała mądra sowa.Założył złote trzewiczki i przeszedł nie zauważalnie obok psów,które ani razu nie zaszczekały na niego…Najtrudniejsze,było jednak przezwyciężyć swoje słabości,bowiem szklana piramida zaczęła do niego przemawiać ludzkim głosem, przy dźwięcznych tonach muzyki i kusić.Dlatego,wcześniej Cezar się zabezpieczył.Osłonił swoje oczy chustką.
Muszę się przyznać,że Cezar bardzo przejął się losem miasta Herral.Bo, z wielkim i czystym sercem udało mu się pokonać kolejną przeszkodę
***
Następnego dnia czterej przyjaciele musieli udać się na kolejną wyprawę pełną przygód.Według wskazówek,sowy Hentery,musieli udać się na wyspę zwaną Lukrecją, bowiem tam przechowywane były przez księżniczkę Fifi,klucze do promu kosmicznego.Nie łatwa to będzie droga.Przekonacie się sami.
Wyspa ta była niezwykła…Choć żar płynął z nieba, na tym skrawku ziemi otoczonej szklaną kapsułą,panowała zima.
Na turkusowym oceanie niebios,żeglowały łodziami utworzonymi z chmur,chóry tłuściutkich amorków.Lśniące bielą gołąbki,układały dywan,utkany z gwiazdek śniegu dla swej królowej…Srebrny rydwan, zaprzęgnięty w cztery złote rumaki, przywiózł niewiastę,zasiadającą na tronie wyrzeźbionym z lodu.Dwa, zabawne amorki włożyły na głowę panny kryształowy diadem.Wtedy,drzewa pokryły się srebrzystą mgiełką szronu a z chmur posypały się niepowtarzalne kształty gwiazdek śniegu.Na polu rozkwitły perły zamarzniętych bryłek lodu.
Masywne kontury gór, powoli przeistaczały się w delikatne i smukłe rysy.Łabędzie swym trzepotem skrzydeł,pokryły lodem pobliski staw aby dzieci mogły tańczyć na łyżwach w rytm płynącej z nieba muzyki.Na oknach,mróz rysował cudowne obrazy.Zachęcając w ten sposób wszystkich,do zabawy na świeżym powietrzu.
Po tym wspaniałym widowisku jakie ujrzeli nasi czterej bohaterowie,mądra sowa Hentera przemówiła znowu ludzkim głosem…
-Cezarze!Musisz sam wejść na czarodziejską wyspę.Nie martw się.Woda jest ciepła,mimo że na wyspie panuje zima.Do tego zadania weźmiesz ze sobą psa Rito.On pomoże ci przepłynąć na drugą stronę.Dotykając szklanej kapsuły,przejdzież nie zauważalnie do środka…Teraz,wręczam ci oto trójwymiarowe okulary.Dzięki nim odnajdziesz złoty klucz do wrót kosmicznego promu…Ale najpierw będziesz musiał przy pomocy swojego czworonożnego przyjaciela,spośród tysiąca takich samych srebrnych drzewek szczęścia,odnaleść,to jedno prawdziwe.
Musisz, jednak uważać,aby strzegący sadu,magik Fiko nie zobaczył ciebie.
Rozpoznasz go bardzo łatwo…On jedyny
spośród tysiąca podwładnych,będzie miał
niezliczoną ilość oczu.Jednak nielękaj się go.Gdy, zauważysz zbliżające się niebezpieczeństwo użyj czarodziejskiego
pierścienia…
To,nie będzie jedyna przeszkoda,którą będziecie musieli przejść…Lustrzany labirynt,to kolejne wyzwanie.Strzec jego będą dwa niezwykłe koty.Obdarzone,czterema oczami i czterema uszami…a więc będą widzieć i słyszeć czterokrotnie.Dzięki,czarodziejskiej latarence,którą ode mnie otrzymasz będziesz mógł przejść bezpiecznie.Światło oślepi koty,unieruchomiając je na pięć minut.
-Mądra sowo Hentero?Co, mnie czeka w lustrzanym labiryncie?-zapytał chłopiec
-Jest to jedno z najtrudniejszych zadań.
Zasadzka,stworzona przez samego króla Pledema.Aby przejść bezpiecznie przez lustrzany labirynt,musisz mieć oczy przewiązane opaską.Każdy,śmiałek wkraczający na teren własnego odbicia,nie może posiadać w swoim sercu żadnych trosk i zmartwień…jednak,obawiam się że każdy je ma…Gdybyś wszedł do labiryntu bez przewiązanych oczu,wszystko ukazałoby się w lustrach,uniemożliwiając ci dotarcie do zamierzonego celu.
-Gdy,uda mi się bezpiecznie przebyć tą drogę?To,czy coś mnie jeszcze czeka?-zapytał Cezar
-Później,ujrzysz gadające pole truskawek.Pod jedną z truskawek ukryta jest złota branzoletka.Będzie ci potrzebna do obrony przed złym królem Pledemem…Pamiętaj!..Nie próbuj spożyć żadnej z nich.Są, trujące…Otrzymasz ode mnie pewien magiczny specyfik.Po skropieniu nim pola,wszystkie uschną a pozostanie ta właściwa.
***
Stało się tak jak przepowiedziała mądra sowa Hentera…
Cezar,przepłynął na grzbiecie psa Rito przez turkusowe fale wody,do wyspy Lukrecji.
Po dotknięciu szklanej kapsuły, przeszedł niezauważalny dla nikogo,do środka zimnej krainy królowej Fifi.Razem z czworonożnym przyjacielem odszukali sad ze srebrnymi drzewkami szczęścia.Pies Rito,po węchu odnalazł to właściwe…Wtedy,Cezar włożył trójwymiarowe okulary, przez które zauważył klucz rozjaśniony łuną…
W tym samym momencie,Rito wyczuł zbliżającego się magika.Ostrym warknięciem, oznajmił Cezarowi,że jest w niebezpieczństwie.Nasz mały bohater,przekręcił pierścień na palcu,unieruchamując tym samym Fiko…Zerwał klucz i razem z Rito wybiegli z sadu,
Ciekawa jestem,czy naszym bohaterom uda się pokonać kolejną przeszkodę?
Wspomnę tylko w jakim napięciu są pozostali przyjaciele…Sowa Hentera,cała w nerwach siedzi na czubku
drzewa i oczekuje wiadomości a Juka przebiera kopytami.
A co dzieje się z naszym Cezarem i psem Rito?
Dotarli,przed niewielką budowlę.Tam czekały na nich już dwa niezwykłe koty o których mówiła, mądra sowa Hentera…
Cezar, wyciągnął latarkę i dla bezpieczeństwa obydwu przyjaciół,oślepił zwierzęta.Zasłonił oczy opaską…Wiedział,że tą zasadzkę przygotował nikczemny król Pledem.Dlatego,w swym sercu nie trzymał żadnych trosk…Wiedział również,że światła, wystarczy tylko na pięć minut…
Myśl o uratowaniu księżniczki,pozwoliła mu przebrnąć bezpiecznie przez tą przeszkodę…
Wspaniale!Dobrnęliśmy do szczęśliwego końca drugiej przeszkody…wobec tego podążajmy szlakiem kolejnej…
Stało się tak dokładnie jak przepowiedziała mądra sowa Hentera.
Dwaj przyjaciele doszli do kolejnej zasadzki, przygotowanej przez okrutnego króla Pledema…Było,to pole gadających truskawek…Roślinki wabiły wędrowców swoim pięknem i zapachem.Wygłodniali bohaterowie nie dali jednak oprzeć się urokowi truskawek…Wiedzieli,że są trujące…Dlatego,Cezar szybko pokropił pole magicznym specyfikiem.
Fałszywe rośliny uschły natychmiast a pozostała tylko ta jedna prawdziwa.Chłopiec odkopał branzoletkę i zabrał ją w powrotną drogę.
***
Co,nastąpiło później?Na pewno się domyślacie…
Sowa Hentera,zobaczywszy swoich przyjaciół,podleciała wysoko do góry i zrobiła zabawny korkociąg.Juka,natomist wesoło zarżała…
Ja,jako wasz narrator,powiem wam coś w sekracie…
Mag Klaudiusz,dowiedział się o szczęśliwym zakończeniu częściowej wyprawy Cezara…Dlatego,otworzył Wielką Złotą Księga na stronie setniej…Tam napisane było, następujące zdanie:”Bohater,który wykona połowę zadania,otrzyma pół królestwa,ziemię pod uprawę i stada przeróżnych zwierząt.Jeśli wykona całe zadanie zostanie władcą Herralu i weźmie cały, ogromny skarbiec królestwa”
Teraz, powróćmy do naszych bohaterów.
Widzę,że są gotowi już do kolejnego zadania.Czeka ich na prawdę ciężka wędrówka…Najpierw muszą udać się do krainy zwanej Makakułą,odnaleść prom kosmiczny, którym polecą w kosmos aby zmierzyć się z okrutnym królem Pledemem.
Mam nadzieję,że zaciekawiła was ta bajka?Jeżeli tak…To,zostańcie razem ze mną aby przyjrzeć się kolejnym losom naszych bohaterów…
***
Kraina,do której udali się wszyscy,nazywała się Makakuła.Tam u wróżki Makuki, został ukryty prom kosmiczny,którym mógł wyruszyć w podróż kosmiczną,tylko Cezar.
Wróżka Makuka,mieszkała w drewnianej chatce,w wielkiej Szmaragdowej Puszczy.
Do tego magicznego miejsca nie miał wstępu żaden zły człowiek…Bowiem wróżka służyła tylko dobrymi radami.
Jej tajemnicza przystań,otoczona była
mocami przeróżnych duszków, jak skrzaty,elfy i gnomy.One stawały się główną przeszkodą dla śmiałków chcących wtargnąć do Puszczy.
Pod różnymi postaciami,wykrywały słabości ludzi.Gubiła ich zazwyczaj chęć posiadania bogactwa z magicznego Ogrodu Tera.
W tym niezwykłym mechanicznym Ogrodzie,codziennie trwały zbiory dorodnych owoców…
Pnie drzew,wykonane były z połyskującego metalu a ich korzenie czerpały pożywienie ze złotem obsypanej ziemi.Rurkowate gałęzie,unosiły się w stronę żółtego słońca.Cieniutkie,złote listki,wygrywały wspaniałe melodie pod wpływem kołyszącego je wiatru.Najpiękniejsze były diamentowe owoce,które wydawały drzewa.One,stanowiły główną zgubę dla wszystkich śmiałków,chcących je skraść.
Ogród Tera,był próbą uchwycenia zgubnej zachłanności człowieka oraz lustrzanym odbiciem,chęci posiadania cudzych rzeczy…Gdy,śmiałek skradł diamentowy owoc,musiał zawrócić ze swej drogi.Dopiero,po miesiącu czasu mógł skorzystać z kolejnej szansy.
Uczono tam również cierpliwości oraz unikania ludzkich słabości jak pycha czy łakomstwo.
Leśne duszki,wiedziały o przybyciu Cezara.Dlatego, przygotowały dla niego jedną ze swych zasadzek.
W Szmaragdowej Puszczy,ustawiły syto zastawiony stół.Począwszy od pachnących potraw na gorąco po słodkie smakołyki.
Nasz mały bohater,ujrzawszy te wspaniałe potrawy, postanowił usiąść na jednym z krzeseł…Jednak,gdy to uczynił…upadł.Stół i wszystko co się na nim znajdowało, okazało się wytworem jego wyobraźni,gdyż był bardzo głodny i zmęczony.
Po tym zdarzeniu, w Puszczy rozległ się głośny śmiech skrzatów.Cezar i jego przyjaciele wiedzieli już z kim mają do czynienia.
Lecz,to nie koniec zasadzek przebiegłych duszków…
Przed Cezarem stało kolejne wyzwanie,
stworzone przez duszki.
Miał spośród trzystu takich samych luster pozawieszanych na drzewach z wizerunkiem księżniczki Orchidei odnaleść to prawdziwe,w którym przeglądała się dziewczynka.
Domyślacie się zapewne,kto mógł pomóc
w wykonaniu tego zadania…
Oczywiście!Mądra sowa Hentera.
Powiedziała,chłopcu o złotym pierścieniu,który mógłby wykorzystać do tego zadania.
Drugi raz,skorzysta z jego mocy.Mam nadzieję,że do końca bajki, trzeci raz na wykorzystanie mocy pierścienia, wystarczy w zupełności.
Czterej przyjaciele,weszli do lasu,w którym trzysta przepięknych luster pozawieszanych było na drzewach.Nikt nie był w stanie odgadnąć,które z nich jest prawdziwe,oprócz Cezara.Dzięki, szczeremu sercu,pierścień wskazał mu właściwe lustro.
Wszystkie fałszywe lusterka popękały.
Zostało to jedno prawdziwe…
Po tym wydarzeniu,wszystkie złośliwe duszki,z wielkim nie zadowoleniem zaszyły się gdzieś w Szmaragdowej Puszczy.
Nasz mały bohater wraz ze swymi przyjaciółmi,po zasadzkach jakie im zgotowały leśne duszki,postanowili odpocząć.
Cezar,usiadł na dużym głazie i oddał się rozmyślaniom.Obok niego przysiedli się również sowa Hentera,Juka i pies Roti.
Po krótkim czasie,nie wiadomo skąd rozległo się czyjeś ciche wołanie…
-Cezarze!Cezarze!
Przyjaciele rozglądnęli się po Puszczy ale nie zauważyli nikogo.
-Kto,mnie wołał?-zapytał chłopiec
-To,ja!…głaz, na którym przed chwilą siedziałeś…widzę,że zamartwiasz się losem dalszej wędrówki?Dlatego,pragnę pomóc ci…
-Czy,odnajdę wróżkę Makukę?-zapytał,zmartwiony Cezar
-Widzę twoje wielkie zaangażowanie w ratowanie życia księżniczki Orchidei…Choć, nie czynię tego często, to tobie pomogę na pewno…Uklęknij.Połż swoje ręce na mnie i postaraj się usnąć…
-A,co z moimi przyjaciółmi?-zapytał Cezar
-Nie martw się…Gdy,uśniesz oni razem z tobą znajdą się w trzecim wymiarze.
Nasz mały bohater,uczynił tak jak powiedział mu głaz…
Po przebudzeniu,ujrzał swoich przyjaciół i piękną kobietę,która delikatnym głosem powiedziała do niego…
-Wiem,od dawna drogi Cezarze,że do mnie przybędziesz wraz ze swymi przyjaciółmi…Jestem,wróżką Makuką…Wiem,również,co cię spotkało ze strony moich leśnych duszków…Jednak,uchroniłeś się przed nimi,bo masz czyste serduszko.Za to bardzo cię doceniam.
-Wróżko,Makuko!Wiem,że u ciebie znajduje się prom kosmiczny,którym mogę dolecieć na planetę złego króla Pledema.
-Tak,to prawda.Zaprowadzę was do niego…Jedna,wcześniej muszę ci o czymś powiedzieć.Przygotowałam specjalnie dla ciebie,magiczną mieszankę z ziół.
Rozsypiesz ją w obecności złego króla Pledema.Z okrutnego władcy planety Cyrplemedy stanie się uczciwym i dobrym człowiekiem ale tylko przez pięć minut.
Nie zapomnij o branzoletce, którą możesz również rzucić w złego króla ale jej mocy wystarczy na bardzo krótko.Tyle czasu musi ci wystarczyć aby zażądać Bursztynowego Serca.Później wszystko powróci do rzeczywistości…
Przygotowałam dla ciebie również magiczną miksturę, którą będziesz musiał wypić po ukończonym zadaniu…Jeżeli tego nie uczynisz, nie powrócisz na ziemię…
Chłopiec,zapakował do sakiewki miksturę z ziół i magiczny napój.
Na pewno jesteście teraz ciekawi, co nastąpiło później?
Wróżka, Makuka zaprowadziła do niewielkiego domku czterech przyjaciół,gdzie znajdował się prom kosmiczny…
Pojazd,był dość duży.Od góry przykryty szklaną kapsułą.Spód wykonany został, z metalicznie połyskującej salaterki.Na zewnątrz poprzez ceramiczne rurki,wydobywała się para wodna.Nie brakowało również urządzeń odstraszających wroga.W środku znajdowało się miejsce dla wszystkich przyjaciół.
Przed wyruszeniem w kosmos,Cezar spoglądnął ostatni raz przez lunetę w niebo aby dokładnie namierzyć cel,czyli planetę Cyrplemedę.
Wszyscy ubrani byli w specjalne skafandry i okrągłe, szklane „kapsuły”
na głowach.
Wciągu kilku minut dotarli na planetę…Jednak,zły władca przygotowany był do przyjęcia niechcianych”gości”.
Miał w swoim zasięgu kosmiczne akcesoria do walki…
Gdy,ujrzał nadlatujących „wrogów”,siedząc na swym tronie,znajdującym się na samej górze olbrzymiego wieżowca,przemówił stanowczym głosem…
-Kim,jesteście?I czego ode mnie oczekujecie?
-Przybyliśmy,po Bursztynowe Serce.-odpowiedział Cezar
-Nie oddam wam mojego najcenniejszego skarbu!-wykrzyczał ze złością Pledem
Możecie się tylko domyślać,co nastąpiło później…
Zły władca,okrył swoje całe ponure zamczysko,czarną chmurą…Cezar,był przygotowany na taki przebieg sprawy.Dlatego, wyjął z promu kosmicznego świetlny odsysacz,przypominający odkurzacz i wciągnął do niego cały obłok…Oburzenie króla było tak ogromne,że wysłał całe swoje „dziwne” wojsko przeciwko Cezarowi.Wtedy,chłopiec użył miesznki z ziół i sypnął nią przed Pledemem…
Magia zadziałała.Całe wojsko władcy zostało unieruchomione.Tylko dwaj jego najbliżsi podwładni i sam król zmienili się nie dopoznania.
Jednak, władca również był przygotowany na taką ewentualność.Powiadomił wcześniej swoich poddanych o takim zdarzeniu.
Mimo,że mieszanka zadziałała na króla to nie zadziałała służących.
-Królu!Zwróć nam Bursztynowe Serce.-powiedział chłopiec
-Oczywiście.Najdroższy Cezarze.-to mówiąc,wysłał swojego podwładnego
Jednak, czas upływał nie ubłagalnie
a służącego jak nie było tak nie było z Bursztynowym Sercem.
Mądra sowa Hentera,wskazała na zegarek…Tak!…To, koniec!…Czas,minął a zły władca Pledem znowu stał się okrutny…Wysłał,całe swoje wojsko do walki.Wtedy, Cezar rzucił branzoletką ale i to na nie wiele się zdało.
Zobaczcie!Cezar,nie wykorzystał całej mocy pierścienia…Okręcając go na palcu przemówił do niego…
-Magiczny pierścieniu!Proszę spełnij,moje ostatnie życzenie.Niech Bursztynowe Serce powróci do Herralu ratując życie pięknej księżniczki Orchidei a zły władca Pledem na zawsze już zostanie dobrym królem i aby na świecie zapanował pokój.
Prośba Cezara została spełniona…Słowa,wypowiedziane zostały tak szczerze,że poruszyły nie tylko jego przyjaciół ale i mnie…Was,chyba również?
Chłopiec, nie myślał o sobie lecz o innych.Mógł wykorzystać moc pierścienia wyłącznie dla siebie…ale tego nie uczynił.
Wszystko powróciło do dawnego stanu.
Księżniczka Orchidea obudziła się ze snu ku radości króla Hiplita a władca Pledem nie był już okrutny ale uczciwy i dobry.Żyje w zgodzie ze wszystkimi.Nawet jego brzydkie królestwo się odmieniło…Posadził kwiatki wokół swojego zamku.
Jednak, oczywiście nie zapomniałam powiedziedzieć, co stało się z naszym głównym bohaterem.Cezar,wypił magiczną miksturę i obudził się w Królestwie Herral wraz ze swymi przyjaciółmi.
Gdy,go zobaczył król Hipolit od razu wpadł mu w ramiona…Włożył na jego głowę złotą koronę.Od teraz chłopiec był nowym władcą Herralu.
Stały się słowa zapisane na setnej stronie Wielkiej Złotej Księgi.Cezar otrzymał całe królestwo wraz ze skarbcem.Nie zapomniał również o swoich przyjaciołach.
Mądra sowa Hentera w swoim nowym przytulnym mieszkanku,zanurzyła się w czytaniu nowych książek…Juka,w swojej złotej stajni,z uniesioną głową,opowiadała innym rumakom o swojej przygodzie a pies Rito zamieszkał wraz ze swoją wybranką serca o podobnym imieniu w pięknej budzie.
Uroczystość trwała dwa miesiące…Do tej pory całe miasto huczy o wielkim, dobrym, poczciwym i sprawiedliwym władcy Cezarze…
Morał tej bajki jest taki…Warto być dobrym człowiekiem i poświęcić się dla ratowania innych.
Tak, więc pragnę Was pożegnać moi drodzy czytelnicy.

Napisałam tę bajkę rok temu.Próbowałam ją wydać.Wydawnictwo odpowiedziało,że jest bardzo ładna ale muszę poszukać sobie innej alternatywy.
Dlatego, teraz dzielę się nią z Wami.
Może,ktoś z Was ją przeczyta i skomentuje.Mam nadzieję,że się spodoba.

blue-angel

P.S.Przepraszam za ewentualne błędy i pomyłki.

Najświętsza Panna dała ludzkości Cudowny Medalik, który niezliczonymi cudami uzdrowień i szczególnie nawróceń potwierdził niebieskie swe pochodzenie. Sama Niepokalana, ojawiając go, obiecała wszystkim, co go nosić będą, bardzo wiele łask. Ponieważ zaś nawrócenie i uświęcenie jest Bożą łaską, Medalik Cudowny będzie najlepszym środkiem do osiągnięcia naszego celu…
Jej Medalik rozdawać, gdzie tylko się da,i dzieciom, by zawsze go na szyi nosiły, i starszym,i młodzieży zwłaszcza, by pod Jej opięką miały
dosyć sił do odparcia tylu pokus i zasadzek czyhających na nią w naszych czasach. A juz tym, co do kościoła nie
zaglądają, do spowiedzi boją sięprzyjść, z praktyk religijnych szydzą, z prawd wiary się śmieją,
ugrzęźli w błocie moralnym albo poza Kościołem w herezji przebywają- o,tym to już koniecznie Medalik Niepokalanej ofiarować i prosić, by zechcieli go nosić, a tym czasem Niepokalaną błagać o ich nawrócenie prosić.
św. Maksymilian Maria Kolbe
Wszystko co tu piszę zaczerpnięte jest z książki ” CUDOWNY MEDALIK KLUCZ DO SKARBNICY ŁASK” Wincentego Łaszewskiego. A przede wszystkim z własnego doświadczenia, kiedy założyłam ten Cudowny Medalik na szyję i doznałam wielu łask o których napiszę później…
„Został on nam dany w nadprzyrodzoanym objawieniu. Otrzymaliśmy go od Najświętszej Maryi Panny.Niebo przypisało do niego niezliczone łaski- dla nas,właśnie dla nas.
Kiedy został on podarowany ludzkości? Bóg przekazał go nam za pośrednictwem św.Katarzyny Laboure 27 listopada 1830r. w Paryżu . Siostra zakonna , szarytka usługująca ubogim, ujrzała Matkę Bożą stojącą na kuli ziemskiej . Z jej wyciągniętych dłoni rozchodziły się promienie światła. Wokół otoczonej owalem postaci widniał napis : ” O Maryjo bez grzechu poczęta , módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy”.Kiedy obraz zaczął się odwracać, oczom św, Katarzyny ukazał się rewers Medalika, a na nim litera M z krzyżem oraz Najświętsze Serce Jezusa ukoronowane cierniem i Niepokalane Serce Maryi przebite mieczem.
Najświętsza Maryja Panna powiedziała :” Każ wybić ten medalik. Ci, którzy będą go nosić, otrzymają wielkie łaski”>
Piszę to z głębi serca dla wszystkich, którzy są zagubieni w natłoku zmartwień, bólu, problemów i chorób by odnaleźli szczęście …Tak jak, ja go odnalazłam…
” To uświadomiło mi- pisze św.Katarzyna-jak słuszną jest rzeczą modlić się o łaski do Najświętszej Maryi Panny i jak szczodra jest Ona dla tych, którzy o nie nie proszą, i jak się raduje, gdy może im je dać”.
Zaraz jednak zwraca naszą uwagę na kamienie, z których promienie nie padają:” To łaski- ogłasza Najświętsza Maryja Panna- o które ludzie zapominają prosić”.
I właśnie w tym momencie św. Katarzynie zostaje objawiony Cudowny Medalik. Dlaczego Maryja ukazuje go właśnie teraz, po słowach o zapomnianych łaskach? Czyżby za jego pośrednictwem można było uprosić łaski wciąż jeszcze nie udzielone światu? Czyżby Cudowny Medalik miał moc uprzytomnić każdemu człowiekowi, że Bóg chce zaradzić jego problemom, że chce wylać na niego morze łask? Po trzykroć tak!W potrzebach naszych możemy z ufnością uciekać się do Maryi i z wiarą prosić o łaski, które czekają w niebie „bezużytecznie”, bo nikt o nie nie prosi.
Wspaniała to obietnica, prawda”
” Wiemy też coś więcej . Medalik nie musi zawisnąć na szyi. Można przypiąć go do swego różańca albo położyć na biurku czy zawiesić nad łóżkiem. Najważniejsze, aby stał się naszą osobistą własnością, aby towarzyszyła mu modlitwa.
Jeśli chcecie ofiarować komuś Medalik, a on nie chce go przyjąć, ucieknijcie się do sposobu sprawdzonego przez świętych.Ofiarujcie Cudowny Medalik w taki sposób, by potrzebujący łask, nie wiedział, że został związany obietnicą Medalika.Ojciec Kolbe wskazał, co czynią czciciele Niepokalanej, gdy ktoś w żaden sposób nie chce przyjąć Cudownego Medalika ” Ot po prostu wszywają go po kryjomu do ubrania i modlą się , a Niepokalana prędzej czy później okazuje co potrafi”
Nie wierzycie? Spróbucie sami!
” Cudowny Medalik jest znakiem osobistej więzi między Maryją a tym , kto go nosi…
Wszyscy, którzy będą go nosić, otrzymają wielkie łaski.Niechaj noszą go na szyi.Obfitość łask spłynie na tych, którzy będą go nosić z wiarą i ufnością”

23.02.2007
Napisałam, to wszystko ,dlatego że moje życie zupełnie się zmieniło od czasu gdy założyłam Cudowny Medalik.
Mam teraz zupełnie inne spojrzenie na świat i ludzi…Czasami zapominamy o najważniejszych sprawach…Gonimy za różnymi rzeczamy, gubimy się w natłoku spraw…A zapominamy o tym,że życie nie musi być wcale tak trudne jak nam to się wydaje w danym momencie… Jesteśmy tylko ludźmi.Raz mamy gorsze a raz lepsze dni. To, przechodził na pewno każdy z nas…Wiem jedno…Na pewno nie można się poddać… Trzeba zawsze „walczyć”, o to co kochamy.
Najpierw pokochajmy samych siebie, bez względu na wiek. Pokochajmy swój wygląd. Odrzućmy wszystko, to co do tej pory nas ograniczało.
Tak na prawdę nie ma „złych” ludzi. W każdym człowieku, można odnaleść coś dobrego.Z pewnością wydaje się to dziwne o czym pisze…ale to prawda…Sama tego doświadczyłam. Trzeba zawsze dać drugą szanse komuś, aby mógł odmienić swoje życie na lepsze.
Tak na prawdę wszyscy popełniamy błędy. Nie zauważamy swoich…Lecz u innych je widzimy.
Gdy pokochamy samych siebie inni pokochają nas. Uśmiechajmy się do ludzi. Nawet do tych, których nie znamy. Mówmy miłe słowa.Wspierajmy się na wzajem…Ja wiem, że to trudne ale chociaż spróbujmy. Świata nie zmienimy, bo jest jaki jest. Zrozumieją mnie tylko Ci, którzy podobnie myślą jak ja.
Wszyscy obdarzeni jesteśmy jakimiś darami.Może, jeszcze ich nie odkryliśmy? Więc, do dzieła…Co, nam sprawia największą przyjemność?
Znajdźmy chwilkę dla samych siebie…Pomyślmy o czymś …Marzenia się spełniają, gdy tego na prawdę pragniemy…Bo, przecież wiara „przenosi góry”. Gdy my będziemy
szczęśliwi, nasza rodzina również będzie szczęśliwa. Wszystko się zmieni…
Zróbmy najpierw coś dla siebie. Nie ważne czy mamy dwadzieścia czy osiemdziesiąt lat…Nigdy nie mówmy, że jest już za późno. To, nieprawda…Nigdy, nie jest… Lepiej późno niż wcale. Może, komuś sprawia przyjemność malowanie obrazów, pisanie, sport itp? Jest tyle ciekawych i nie odkrytych rzeczy. Do tego nie potrzeba wielu pieniędzy, lecz chęci. Nie zrażajcie się gdy coś wam nie wychodzi.Zacznijcie od nowa. Może, coś innego?
Zawsze chciałam pomagać ludziom. I przez parę lat myślałam, że do tego potrzebne są mi pieniądze…Jak, bardzo się myliłam…Miałam to na wyciągnięcie ręki…ale tego nie widziałam…Niestety. Nie zauważałam nawet drobnych cudów, które mnie spotykały prawie codziennie. A przecież wystarczyło się za kogoś pomodlić, dać drobny prezent, czy nawet wspomóc dobrym słowem, zanieść coś co mi nie było potrzebne z ubrań, ubogim.Dopiero, teraz to zauważyłam.
Pieniądze są potrzebne każdemu z nas. To rzecz nie zaprzeczalna bo tak zbudowany jest ten świat… ale nie za wszelką cenę. Przede wszystkim liczmy na to czym obdarzył nas BÓG.
Nie odwracajmy się od ludzi ubogich,chorych. Bo nie jeden chory stracił życie, będąc uznanym za kogoś nadużywającego alkoholu…A ubogim możemy przecież tylko powiedzieć dobre słowo, niekoniecznie pieniądze.To spowoduje na pewno uśmiech na jego twarzy.Czy, to nie wystarczy? To takie proste.
Kiedyś spotkałam kobietę przewlekle chorą, która mi powiedziała” Bóg wybiera tylko ludzi dobrych i ich doświadcza chorobą”. Na swoją chorobę wcale nie narzekała, a wręcz przeciwnie uważała ją za swoją ” przyjaciólkę”. Choć przyznam,że przykro mi się zrobiło
gdy zobaczyłam ją jak bardzo cierpiała…Jednak, potrafiła pogodzić się z własnym losem i nieokazywała tego po sobie.
Wiem, to bardzo dokładnie z własnego doświadczenia…Gdy, zachorowałam na stwardnienie rozsiane…
Gdy, zaczęłam nosić Cudowny Medalik. Zaczęły dziać się niewiarygodne rzeczy… Wszyskie moje marzenia zaczęły się spełniać…Wreszcie… Je zauważyłam… Te, małe drobne cuda.Zmieniłam zupełnie swoje życie.
Poznałam wspaniałych ludzi, którzy przyjęli mnie bardzo serdecznie z jednego z Forum. Pozdrawiam ich bardzo serdecznie. Szkoda, tylko że z nie którymi straciłam kontakt. W sposób niezależny ode mnie.Czasami tak się zdarza gdy komputer odmawia posłuszeństwa.Mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy…


  • RSS