Przed świętami Bożego Narodzenia miałam bardzo przykrą sytuację. Codziennie wstaje o godzinie piątej rano tak mam nastowiony zegarek. Jednak pewnej soboty wstałam sama nie wiem dlaczego za pietnaście piąta.Pierwsze co skierowałam swoje kroki prosto do kuchni. Moim oczom ukazał się straszliwy widok.Zobaczyłam płonące meble. Zaalarmowałam męża. Mąż wstał bardzo szybko i zaczął gasić pożar. Zrobił się tak duszący dym jak mgła ,że na oślep szłam otwierać okna…W kuchni miałam postawioną figurkę Matki Bożej .Stała na drewnianym stoliku. Jednak ogień nie tknął go.Wiem,że Matka Boża czuwała nad nami i obudziła mnie. To mogło się tragicznie zakończyć . Zaczadzeniem lub spaleniem.Ogień rozprzesztrzeniał się w zastraszającym tępie.Jestem bardzo wdzięczna Maryji ….