Wśród tłumów  zmierzającyh 13 października  1917 r.  do Fatimy  był pewien człowiek , który  nie wierzył  w Boga . Był inny niż wszyscy pielgrzymi . Nie śpiewał , nie klękał , nie odmawiał Różańca  jak gorliwi czciciele  Matki Bożej , ale też nie kpił z pobożności otaczających go ludzi jak inni niedowiarkowie  wędrujący z tłumem . Człowiek ten niósł ze sobą nóż . Pokazywał go tym, , których spotykał , i przechwalał się ,że zabije  tych troje  dzieci , tych fałszerzy . Zabije , gdy stanie się wrszcie jasne , że oszukiwały i zwodziły ludzi. Zabije , jeśli nie będzie cudu, jeśli nic się nie stanie.
 Ale cud był.
  Co się stało z nożownikiem  z Fatimy ? Nie wiemy , co czuł , kiedy stało się jasne ,że dzieci  nie kłamały , że jest Bóg , że jest Matka Najświętsza ,że niebo ma moc kazać słońcu tańcować  wśród  chmur . Wiemy jedno : po zakończeniu  objawienia człowiek ten ruszył  w drogę powrotną . Był tak chory , że dotarłszy do Riachos, nie mógł kontynuować podróży . Musiał zatrzymać  się dziesięć minut drogi  od Cova da Iria! A rankiem znaleziono go martwego.
  Taki znak pozostawiła Matka Najświętsza  w dzień po swym ostatnim objawieniu w Fatimie . Pokazała czym się kończy atak na Nią i Jej  dzieci . Nawet jeśli Jej wrogowie odnotują swe  zwycięstwa , jest tak tylko do czasu : szybko zostaną  zdeptani w proch – odesłani do szatana , który ich wysłał z piekła .

     ***
 Biada temu , kto podnosi ręke na Matkę Boga ! A szczęśliwy  ten, kto  może  uważać się za Jej  dziecko, ma bowiem zapewnioną  skuteczną pomoc i obronę.