blue-angel blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2008

 Wiem,że są osoby, które chciałyby porozmawiać ze mną na różne tematy religijne. Dlatego podaję swój adres : metalik36@interia.pl
  Zapraszam bardzo serdecznie.
 blue-angel

   Słoneczna strona życia,
   do mnie często się uśmiecha,
   energia nie do spożycia,
   płynie radość i uciecha

  Piękna i dobra szukam,
  tylko na nie się otwieram,
  do drzwi twoich pukam,
  ręce z miłości rozpościeram.

  Uczyniłeś mnie wrażliwą,
  ślepo nie idę przez życie,
  ciepłą, szczerą , godziwą,
  ufam Tobie jawnie i skrycie.

  … I jak mówił nasz Papież: jakże ważne jest więc , aby nasze sumienie było prawe , aby ich osądyoparte były na prawdzie, aby dobro nazywało się dobrem a zło – złem.
    Człowiek sumienia jest człowiekiem wrażliwym na krzywdę ludzką i wszelką niesprawiedliwość , to człowiek dobrego serca. Nie przejdzie  obojętnie koło leżącego  na chodniku, podejdzie do  niego i zainteresuje się. Nie będzie przyglądał się bezradnie bijatyce przypadkowych ludzi, tylko sięgnie po telefon i wezwie pomoc. Zainteresuje się pozbawionym opieki , płaczącym dzieckiem , starszą osobą , która się zgubiła , a nawet bezdomnym psem .Ludzie sumienia nie znają znieczulicy , są odpowiedzialni i odważni.
 ….Przytaczając raz jeszcze słowa Jana Pawła II , pytamy się : jaką  miarą mierzyć człowieka? Czy mierzyć go miarą sił fizycznych , którymi dysponuje? Czy mierzyć  go miarą inteligencji…? Człowieka trzeba mierzyć miarą serca.Sercem! Serce w języku biblijnym oznacza ludzkie duchowe wnętrze, oznacza w szczególności sumienie….Człowieka więc trzeba mierzyć miarą sumienia….

    ” Podróż przez cierpienie” to nie tylko tytuł  książki poświęconej podróży Ojca Świętego Jana Pawła II, ale przede wszystkim wyjątkowa próba i doświadczenie zarówno dla Niego, jak i całego Kościoła. Podczas każdej podróży apostolskiej Papież – Pielgrzym głosił  ludziom Chrystusa, natomiast latem 1981 r. Dane Mu było przejść po królewskiej drodze krzyża z Chrystusem i Maryją i podzielić los cierpienia.
   Data zamachu na Ojca Świętego – 13 maja 1981roku w rocznicę objawień z Fatimy ma szczególną wymowę. Trudno jest nam zapomnieć tę datę jak również tragiczne wydarzenie na placu Św. Piotra.
  Musi jednak zastanowić znamienny fakt. Zaraz po usiłowanym zamachu na życie Ojca Świętego pielgrzymi z Polski, przybyli do Kościana k. Poznania , umieścili na pustym tronie papieskim obraz Matki Bożej Częstochowskiej, a przed nim złożyli bukiet z biało- czerwonych kwiatów. I nagle wszyscy wstrząśnięci i przerażeni wydarzeniem zaczęli spontanicznie zbliżać się do podium i odmawiać różaniec.Jeden z uczestników napisze później artykuł pt.” Madonna Częstochowska na papieski tronie”. I rzeczywiście  w tym momencie chwilowej bezsiły i beznadziejności, po dokonaniu bezsensownego czynu zamachowca, Madonna Jasnogórska – której Ojciec Święty tylokrotnie zawierzał siebie , Kościół i rodzinę  ludzką- zajęła miejsce na pustym  fotelu papieskim jako Matka Kościoła.
  W pewnej chwili podmuch  wiatru wywrócił  z hałasem obraz Matki Bożej. Był to jakby jeszcze  jeden nowy wystrzał . Wśród ludzi powstało zamieszanie . Któryś z księży  podniósł  obraz i na nowo  ustawił go zdecydowanie  na fotelu papieskim, na tym miejscu , z którego miał przemawiać , Jan Paweł II.Jeszcze modlonosię, gdy ktoś ogłosił przez megafon: ” pocisk zamachowca  nie zranił oraganów żywotnych; stan jest poważny, ale nie budzi najgorszych obaw”.
    I właśnie wtedy, gdy moce ciemności jakby zatrymfuwały  na chwilę rodzi się nadzieja . Z tłumu dał się słyszeć głos: ” uratuje go Madonna”. Wszyscy jeszcze bardziej  zaczynają się modlić .Śpiew polskich pielgrzymów  staje się coraz rzewniejszy ” Tyś pod krzyżem Syna stała. Maryjo! Tyleś dla nas wycierpiała  Maryjo!”. Pielgrzymi z Polski znają dobrze  oblicze Jasnogórskiej Pani – myślą o jej bliznach na twarzy. To przez te blizny jest Ona przecież w tym momencie taka bliska , taka nasza, taka polska…
     Jednocześnie w tym samym czasie  w rzymskiej poliklinice ” Gemelli”  rozpoczęły się już gorączkowe przygotowania do długiej, trudnej  i niebezpiecznej operacji. Podjął się jej  dokonać słynny chirurg prof. Francesco Crucitti, dyrektor Instytutu Semiotyki Chirurgicznej.
 ” Byłem jednak świadomy – wyznał później – że w tym momencie  na moje ręce jako chirurga zwrócone będą oczy wszystkich ludzi i nadzieja całego świata „. Podczas swej dziękczynnej pielgrzymki na Jasną Górę do ” Madonny Papieskiej”  w dniu 18 września 1983 roku mówił między innymi :” byłem głęboko przeświadczony ,że Ona kierowała całym przebiegiem tej trudnej operacji. Byłem mimo wszystko  spokojny, bo czułem Jej pomoc i obecność. Dlatego przybyłem dziś do Madonny Papieża , której tyle zawdzięczam.”
  Swoje przeświadczenie  w tym względzie  wypowie również Ojciec Święty Jan Paweł II  w dniu 19 czerwca 1983r. podczas swej jubileuszowej pielgrzymki na Jasną Górę. W Jasnogórskim Apelu będzie się modlił  do Jasnogórskiej Maryi następującymi słowami;’    W   dniu 13 maja minęło dwa lata od tego popołudnia , kiedy ocaliłaś  mi życie . Było to na Placu Świętego Piotra. Tam, w czasie audiencji generalnej, został wymierzony do mnie strzał , który miał mnie pozbawić życia.
    Zeszłego roku w dniu 13 maja( 1982) byłem w Fatimie, aby dziękować  i zawierzać.
  Dziś pragnę, tu  na Jasnej Górze , pozostawić , jako wotum, widomy znak tego wydarzenia , przestrzelony pas sutanny”.
  Spełnił się spontaniczny i prproczy krzyk modlitwy ” uratuje Go Madonna”.

   Ty dajesz mi nadzieję,
   pozwalasz,że się śmieję,
  zsyłasz pokój ducha,
  moje serce wdzięcznie słucha
  i nawet w najgorszej rozpaczy,
 spokojne, wszystko wybaczy,
 choć się zgubiło i gdzieś zapodziało,
 wróci na swoje miejsce cało.

 Uczysz, co to jest cierpliwość,
 serca mojego życzliwość,
 otwarcia na drugiego człowieka,
 tego bliskiego i tego z daleka
 i jeśli moje serce gdzieś się oddali,
 Ty podpowiesz mu co dalej,
 weźmiesz je w swoje ręce,
 zaniesiesz z powrotem, nic więcej!

 …Jak wielu z nas właśnie w ciężkich momentach swojego życia zwraca się do Boga, tak w przysłowiu: jak trwoga, to do Boga. Jednak trwoga jest mądrą nauczycielką, jak mówi ksiądz Twardowski, bo wszystko jest możliwe temu, który wierzy. Gorzej, jeśli nie ma w nim wiary, czasami bywa tak,że Bóg odnajdzie go sam i ześle mu bratnią duszę, która pocieszy i podtrzyma na duchu.

Wierzę

Brak komentarzy

   Świadomie żyję, marzę i śnię
   i zawsze na nowo wierzę,
   że jesteś przy mnie nocą i dniem,
  żyjesz we mnie, ja do ciebie należę.

 Moje ręce są Twoimi rękoma,
 moje serce kocha, inaczej patrzy,
 moja dusza czujna, Tobie dobrze znajoma,
 moje  życie dla Ciebie tak wiele znaczy.

 Naucz mnie, Panie, słuchać uważniej,
 mimo hałasu, muzyki, decybeli,
 głosów tyle, Twój chcę słyszeć najwyraźniej,
 on mnie poprowadzi, on mnie rozweseli.

…  O ileż łatwiej żyć człowiekowi wierzącemu, który w chwilach zwątpienia, w trudnościach i cierpieniach, ma się do kogo zwrócić. I takich nie brakuje na obczyźnie- polskie msze są wypełnione ludźmi głębokiej wiary. Ksiądz Jan Twardowski mówi, że wiara jest darem Bożym , wielką łaską , dzięki której człowiek dostrzega obecność niewidzialnego Boga . Wiara to zaufanie pokładane w Panu Bogu. Dar wiary może trwać pomimo wątpliwości , jakie mamy.Wątpliwości  są dowodem na wielkość Pana Boga , który jest tak wielki, że pojąć go nie można,są wyrazem pokory zdziwionego człowieka, który nie rozumie wielkości Boga.

 Wybrane z książki” Jak nawiązać kontakt z Aniołami”

 

    Nieważne, kiedy do Niego przyjdziesz,
    On tobie zawsze naprzeciw wyjdzie,
    nieważne, kiedy go do siebie zawołasz,
    wszystko wybaczy , najgorsze zgoła.

  Bo w niebiosach inna sprawiedliwość,
  tam liczy się serca twojego uczciwość,
  ci, co dzisiaj są ostatni,będą jutro pierwszymi,
  wiara w nich późna, lecz wszystko przed nimi.

  Wybrane z książki” Jak nawiązać kontakt z Aniołami”

     Dnia 17.11.1974 roku o godz. 19.40 przy figurze Matki Bożej Niepokalanej na placu przed Szczytem( tam gdzie się wita pielgrzymki)miało miejsce  nagłe uzdrowienie nóg  pewnej młodej kobiety , która przyjechała na Jasną Górę  w towarzystwie koleżanki z lat studenckich. Było to w drugim dniu pobytu na Jasne Górze . Prowadzona przez koleżankę szła o dwóch kulach i właśnie  przy tej figurze poczuła nagle władzę w nogach , odrzuciła kule, uklękła przy figurze i zaczęła się uszczęśliwiona modlić.Kule pozostawiła tam. Nie chciała składać zeznania , uczyniła to jedynie na skutek nalegań koleżanki, ale zaznaczyła ,że pragnie, by nie podawano jej nazwiska, ponieważ ta sprawa winna pozostać między nią, a Matką Bożą.

   W sobotę 5 czerwca 1976 roku przybyła na Jasną Górę 12-letnia dziewczynka Iwonka W., by w 2-gą rocznicę swego cudownego uzdrowienia, podziękować Matce Bożej Jasnogórskiej za doznaną łaskę.
  Na skutek poważnych powikłań nerwowych straciła całkowicie władzę w nogach i od kilku miesięcy nie mogła poruszać się o własnych siłach. Z miejscowego  szpitala zabrał ją lekarz , specjalista  do Kliniki w Łodzi. Po zastosowaniu różnych sposobów leczenia doszedł do wniosku ,że nie osiągnie żadnego efektu , dlatego też odesłal dziewczynkę z powrotem do szpitala , z którego ją zabrał. Pocieszył ją stwierdzeniem ,że to jest stan przejściowy i na pewno za jakieś 7 lub 5 lat będzie mogła chodzić; na razie nie może nic jej pomóc. Tak się złożyło, że na tym samym oddziale Kliniki leżała siostra zakonna, która zorientowała się, że 10 – letnia dziewczynka, będąc w Domu Dziecka, nie przystąpiła do Komunii św.. Siostra przedstawiła sprawę odwiedzającym ją współsiostrom, które zajęły się przygotowaniem dziewczynki do I – Komunii św. Siostra  katechetka  stwierdza:” Zaczęliśmy od samego początku, od słowa Bóg. Dziewczynka była bardzo  pilną i z wielkim zainteresowaniem  przyswajała sobie wiadomości religijne”. Dnia 2 czerwca 1974 roku – w pierwszy dzień Zielonych Świąt  -  przystąpiła do Komunii św.,w swoim rodzinnym mieście , przyniesiona przez siostry zakonne na krześle. Nazajutrz podobnie przystąpiła do Komunii św., a we wtorek , 4 czerwca przywieziono ją  w wózku na Jasną Górę, gdzie otrzymała Komunię św.Modliła się do Matki Bożej o pociechę i pomoc w swoim nieszczęściu, ale nie myślałao uzdrowieniu. Tymczasem w nocy otrzymuje zapewnienie  od Matki Bożej Jasnogórskiej, iż o godzinie 12-tej w południezacznie chodzić.
   Zarówno w zeznaniu  sporządzonym poprzednio, jak i w obecnym wywiadzie , dziewczynka nie potrafi wytłumaczyć , czy to był sen, czy rzeczywistość . Wie tylko , że otrzymała takie zapewnienie :” Wyraźnie widziałam Matkę Bożą  z Obrazu Jasnogórskiego i byłam pewna ,że tak się stanie, jak mi powiedziała „. Dziecko nie zraziło się sceptyczną uwagą swej macochy , która nazwała  to urojeniem i głupstwem.   Dziewczynka niecierpliwie wyczekiwała godziny  12- tej. Siedząc na łóżku modliła się do Matki Bożej i gdy nadeszło południe rzeczywiście wstała  w obecności ojca , macochy i sąsiadki. Macocha, w obawie, by dziecko  nie upadło  na ziemię , chwyciła ją za ręce  i pomogła w kilku okrążeniach  wokół stołu.- Nie chodziłam przecież od kilku miesięcy, więc z początku nogi trochę mi się plątały. Po kilku okrążeniach poczuła nagle pełną sprawność w nogach, więc wyrwała się z objęć macochy i pobiegła po schodach na podwórko, gdzie wprost ” szalała z radości”. Po chwili powróciła do mieszkania, by się odpowiednio ubrać i pobiegła pokazać się siostrom zakonnym, które kilka dni temu niosły ją na krześle do Komunii św. Siostra Teresa stwierdza: ” Widziałam ją bezpośrednio po uzdrowieniu biegnącą po schodach w górę i z powrotem, bez żadnych ograniczeń ruchu”.
  Akta tego wydarzenia , złożone z 15-tu dokumentów, całkowicie zgadzają się z ustną relacją dziewczynki, przekazaną w dniu 5 czerwca 1976 roku w wywiadzie  przeprowadzonym przez kronikarza jasnogórskiego , a zarejestrowanym na taśmie magnetofonowej.
  Na pytanie : ” Czy kochasz Matkę Bożą za to, co dla ciebie uczyniła? – dziewczynka  odpowiedziała:” Strasznie kocham Matkę Bożą  za to i staram sie codziennie  w modlitwie  Jej dziękować. Codziennie przystępuję do Komunii  św. i staram się najmniejszym grzechem nie obrażać Pana Jezusa . Ja nie wiem, co by to było , gdybym musiała nadal przebywać tylko w tym wózku, ani biegać, ani się uczyć, nie wyobrażam sobie”!
  Kronikarz:” A czym chcesz być w przyszłości, o czym marzysz? Dziewczynka:” Ja marzę tylko o tym, by zostać lekarzem i opiekaować się nieszczęśliwymi  dziećmi tak, jak mną       zajmowali się lekarze . Może osiągnę ten cel, ponieważ na świadectwie mam  tylko dwie czwórki, a reszta piątki”. Na  pytanie,  czy nie odczuwa bólu  w nogach i czy może się nimi sprawnie posługiwać , dziewczynka stanowczo i jak gdyby ze zdziwieniem odpowiedziała. ” Ja  nie tylko normalnie chodzę , ale ja dość szybkobiegam. Kiedy z wf mieliśmy sprawdzenie szybkości na 1 kilometr, to ja miałam niezły czas -3 minuty i ileś sekund!”
  ” Uwielbia dusza moja Pana…”

   Siła modlitwy ma ogromną moc. Przekonałam się o tym dość niedawno. Moje serce było otwarte na działanie Boga. To się bardzo rzadko dzieje , kiedy w taki sposób odbieramy miłość Boga. Dostrzega się wtedy tak wiele przeróżnych spraw, na które wcześniej nie zwracało się uwagi.Miłość do bliźniego i do każdego stworzenia Bożego ma cudowne znaczenie. Pełne zaufanie w działanie Stwórcy, odzwierciedla się w przeróżny spoosób. Odczuwa się spokój, opiekę i pomoc aniołów. Pamiętam,że wtedy nie wiele potrzebowałam od życia. Cieszyły mnie zwykłe i podstawowe sprawy. Byłam bardzo szczęśliwa z tego co mam. Nie myślałam o rzeczach materialnych lecz skupiałam się na rzeczach  niebiańskich.Modlitwa wciągała mnie coraz bardziej…Modliłam się długo i dużo .Przy tym rozważałam swoje wypowiedziane słowa. Odczuwałam wielką potrzebę modlitwy.Miałam w sobie dużo siły,dzięki Różańcowi świętemu ” Ona mnie nauczyła wewnętrznie kochać  Boga i jak we wszystkim pełnić Jego świętą wolę”( Dz. 40). W żadnym bądź razie ta modlitwa nie wydawała mi się długa i monotonna. Wręcz przeciwnie , chciałam modlić się dłużej i więcej.
    Tego nie da się opisać własnymi słowami ile miłości i darów otrzymujemy od Boga, gdy się do Niego zwracamy.To się zdarza wtedy gdy tak szczerze i oddanie modlimy się do Stwórcy.
    Codziennie starałam się być lepsza dla swoich bliźnich.Miałam pozytywne nastawienie do otaczającego mnie świata. Trzymałam się swoich postanowień , o których tylko Bóg wiedział.Widziałam i wiedziałam więcej.
    Pewnego dnia, zauważyłam,że przed godziną 15, gromadzi się ogromna ilość ptaków na liniach wysokiego napięcia…i przylatuje jeszcze więcej  w pobliżu mojego domu. Ta godzina , była wlaśnie tą godziną , w której odmawiałam Różaniec święty. Uwielbiałam modlić się patrząc od czasu do czasu w okno na te stworzenia. Czasem miałam takie wrażenie,że te ptaki przylatują wsłuchiwać się w moją modlitwę.Po zmówieniu modlitwy za jakiś czas odfruwały. To powtarzało się za każdym razem kiedy przystępowałam do modlitwy i zakończyło się kiedy już przestałam się tak mocno modlić.
  Przydarzały mi się przeróżne dziwne rzeczy.Gdy zmawiałam wieczorami o godzinie 21 Koronkę do Miłosierdzia Bożego i modlitwę o łaskę bycia miłosiernym dla bliźnich w następnych dniach odczuwałam wiele radości, że mogę czynić innym ludziom dobrze. Jednak gdy za każdym razem usłyszałam sygnał karetki pogotowia, tak jak było napisane w książeczce:” Dopomóż mi Panie, aby serce moje było miłosierne, bym czuła ze wszystkimi cierpirniami bliźnich”, tak też się  i ze mną działo.
   Pewnego dnia gdy się czymś bardzo zasmuciłam, postanowiłam wyjść przed dom. Usiadłam przy stoliku i wpatrywałam się w ścianę budynku. W pewnym momencie usłyszałam jak wszystkie psy w okolicy zaczęły wyć. Jeszcze niczego takiego nie słyszałam,odkąd mieszkam w tej okolicy… Aż mi ciarki po plecach przeszły.Dopiero jak zaczęły dzwonić dzwony  Kościelne o godzinie 12 , wszystko wróciło do normy.Za jakiś czas przyszedł listonosz ,z tego wrażenia podpisującdokument pomyliłam daty .Chciałam wpisać 1997 rok , zamiast obecnej.
  Spotykały mnie różne cuda. Jedne mniejsze , drugie większe. Gdy się modliłam się wieczorami, odczuwałam obecność aniołów i świętych, do których się zwracałam. Czułam taki błogi spokój  i ciepło.
  blue-angel

  

Radość z życia

1 komentarz

   Jak często nie zauważamy piękna naszego życia…
   Codziennie rano, gdy otwieram oczy , cieszę się,że  mam obok siebie swoich bliskich ,że mogę przygotować dla nich coś pysznego na śniadanie. Zaprowadzić szczęśliwie swoje dzieci do szkoły. Później zadzwonić do swojej mamy i zapytać się jak się czuję…
   U mnie każdy dzień jest inny. Poprostu zawsze zauważam coś nowego, przez co nigdy nie pozwalam na to aby moje życie stało się monotonne.Dziękuje Bogu za takie życie jakie mam, za to że potrafię codziennie odnaleźć szczęście.
   Mamy tak wiele rzeczy wokół siebie a chcemy jeszcze więcej. Nie porównywajmy siebie do innych albo co inni mają a czego my nie mamy…Przecież każdy z nas ma tak wiele …A może nawet nie zauważa,że ma? Porównując siebie do innych nigdy nie zaznamy szczęścia.
   Bóg nas tak hojnie obdaraował przeróżnymi darami.Każdy z nas ma jakieś talenty…Może ukryte?…A może trzebaby byłoby je odnaleźć? Ale to nie wszystko…
   Codziennie, gdy idę tą samą drogą, zauważam piękno natury. Śpiewające ptaki.Opadające liście z drzew , kwiaty w czyimś ogródku.    A teraz jeszcze śnieg. Raz pada deszcz a raz świeci słońce . Czasem zawieje wietrzyk. Czy, ta różnorodność nie jest piękna.
  Czyjś uśmiech na twarzy . A czy my czasem uśmiechamy się do innych tak zupełnie bez powodu. Może ten człowiek, do którego  się uśmiechniemy albo powiemy dzień dobry w tym momencie tego właśnie będzie potrzebował? Może warto spróbować?
  blue-angel


  • RSS