Powinniśmy poznawać aniołów już teraz,
jeśli chcemy spędzić z nimi wieczność.
(PIUS XII)

Badania dowodzą,że starsi ludzie mają pozazmysłowe doświadczenia tak samo często jak dzieci.Krzepiąca jest myśl,że nawet wtedy,gdy już nas nie ma,są aniołowie,którzy troszczą się o naszych najbliższych i którzy wiedzą,co trzeba robić.
Paul i Mona Barkleyowie z Schaumburg w Illinois mieli wiele szcunku do Kard.Josepha Bernardiniego.Gdy został wybrany,aby przewodzić archidiecezji,przedstawił się z pokorą mieszkańcom Chicago jako „Józef,Wasz Brat”,co sprawiło,że wszyscy byli pod wrażeniem.Wiele lat później,gdy okazało się,że umiera na raka trzustki,ujął ich całkowitą akceptacją woli Bożej.
Kiedy kardynał zmarł 14 listopada 1996 roku,władze kościelne zaplanowały mszę pogrzebową w Katedrze Świętego Imienia,po której miała się odbyć procesja przez North Side i West Side na cmentarz Mount Carmel na Hillside.”Plan był dobry.Jedyne,czego nie przewidzieliśmy,to czas,jaki będzie potrzebny do przejścia procesji na cmentarz”-mówi Paul.Tysiące ludzi zablokowały drogę przez miasto i samochody stały w korku.
Zanim procesja doszła na miejsce,było już ciemno i mnóstwo ludzi czekało przed bramą cmentarza.Ponieważ chodziłem o lasce,uważałem,że lepiej będzie zostać przed bramą i nie podchodzić do grobu kardynała w mauzoleum.Postanowiliśmy,że wstąpimy tam innym razem,przy okazji odwiedzania grobów rodzinnych”.Poszli do domu w poczuciu,że choć w części wywiązali się z obowiązku towarzyszenia kardynałowi w jego ostatniej drodze.
Całą zimę mazoleum było zamknięte,więc najbliższa okazja,by je odwiedzić,nadarzyła się dopiero w kwietniu 1997 roku.Budynek mauzoleum jest usytuowany na szczycie wzgórza Mount Carmel i ma ciekawą klaszyczną architekturę:witraże w oknach dach w kształcie kopuły z umieszczoną na szczycie rzeźbą Archanioła Gabriela,trzymającego w rękach trąbę.Wszyscy chicagowscy kardynałowie i biskupi od czasów powstania archidiecezji byli tam chowani.Jedyne wejście do mauzoleum stanowią kamienne schody prowadzące do głównych drzwi.”Nigdy wcześniej nie myśleliśmy o odwiedzeniu tego miejsca-mówi Paul.
-Mona jednak była ze mną,by mi pomóc,i bez problemu pokonałem wysokie schody”.Czas szybko mijał i w mauzoleum z każdą chwilą było coraz mniej ludzi,a wkrótce zostali zupełnie sami.Ponieważ robiło się coraz ciemniej,zdecydowali,że pora wracać.Przeszli przez główne drzwi i stanęli na wprost długich kamiennych schodów.”Teraz wydają się bardziej strome”-pomyślał Paul.Nie było poręczy,której mógłby się przytrzymać,by zachować równowagę.Czemu nie zauważył tego wcześniej?Zdał sobie sprawę,że trudno mu będzie bezpiecznie zajść,nawet z pomocą Mony.Odmówił krótką modlitwę,prosząc o pomoc.Niestety,poręcz się nie pojawiła w żaden cudowny sposób.
Oboje z Moną popatrzyli na siebie.”A może gdybym usiadł i próbował się zsunąć stopień po stopniu?”-zapytał Monę.Ona jednak nie była pewna,czy to dobry sposób i czy jego plecy i pośladki nie ucierpiałyby za bardzo.A gdyby się potknął i stoczył w dół?Cóż więc robić?
Nagle,zupełnie nie wiadomo skąd,po prawej stronie Paula pojawił się młody człowiek,który podał mu ramię.”Proszę się na mnie wesprzeć-powiedział.-Wygląda pan,jakby przydała się panu pomoc”.Paul i Mona byli zaskoczeni.Skąd on się wziął?Nikt nie wchodził po schodach i nikogo nie było w mauzoleum,a oto pojawia się miły młody człowiek gotów pomóc Paulowi zejść bezpiecznie po schodach.Wspierając się na silnym ramieniu nieznajomego,głośno zażartował:”Musisz być Aniołem Stróżem”.Młody człowiek uśmiechnął się,sprowadzając Paula ostroznie z pierwszego stopnia.Mona zakłopotana szła za nimi.Zauważyła,że był elegancko ubrany,nie był zatem pracownikiem cmentarza ani ogrodnikiem.Skąd wiedział,że potrzebują pomocy?
„Nie pamiętam szczegółów,wiemtylko,że czułem się bezpieczny,że jestem w dobrych rękach-wspomina Paul.-Wydawało mi się,że pokonaliśmy te schody w rekordowym tempie,prawie się ześlizgując.Samochód był zaparkowany na małym podjeździe u podnóża schodów i to był jedyny samochód na całym parkingu.Młody mężczyzna zaprowadził Paula bezpiecznie do auta i dopiero wtedy go puścił.Paul odwrócił się,by okazać mu wdzięczność,ale jego dobroczyńca zniknął tak nagle,jak się pojawił.Mona i Paul stali kompletnie zaskoczeni.Czy to im się wydawało?Jednak Paul znalazł się bezpiecznie przy aucie i żadne z nich nie potrafiło tego wytłumaczyć.”Gdyby nie to,że była ze mną Mona,pomyślałbym,że moja wyobraźnia płata mi figle”-mówi Paul.
Ale czy nie modlił się do Boga,prosząc o pomoc tam,wysoko na schodach?I czy ten sam Bóg,który troszczył się o niego przez całe życie ,nie wysłuchał go także i teraz?

Na podstawie książki „Spotkanie z Aniołem” Joan Wester Anderson