ciąg dalszy…
Posłuszna głosowi przedostała się przez canoe i pobiegła na sam koniec mola,gdzie była drabinka do schodzenia do wody.Michael potrafił wspinać się do góry po drabinie,ale nie potrafił schodzić po niej w dół.Ale czy na pewno?
I wtedy świat się zatrzymał.Niedaleko od mola,na powierzchni wody,twarzą w dół unosiło się ciało jej syna.
Często sie słyszy o ludziach,którzy dostają nagły przypływ adrenaliny w sytuacjach ekstremalnych,zadziwiający przypływ energii czy siły pozwalającej na robienie rzeczy,których w innym razie nie byliby w stanie zrobić.To,co przeżyła Debbie,było jeszcze mocniejsze.Wrzeszcząc histerycznie i wołając Toma,nagle poczuła,że ktoś ją podnosi i wrzuca do wody.”Jakbym była marionetką na sznurkach,którymi ktoś pociąga,ponieważ to na pewno nie ja skoczyłam z mola do wody,podpłynęłam do Michaela i odwróciłam go.Byłabym sparaliżowana ze strachu,gdybym była tam sama.Ktoś na pewno jeszcze tam był”.
Ale to ona przeżyła horror,gdy spojrzała na szarą twarz dziecka i czuła jego bezwładne ciało.”Straciłam go”-pomyślała w rozpaczy,mimo że robiła sztuczne oddychanie jeszcze w wodzie.”Teraz zostało mi tylko dwoje dzieci.Proszę Cię,Boże…nie!”.
„Wiedziałam,że jest w drodze do nieba,ale nie mogła pozwolić mu odejść”.Oszalała zaczęła masaż serca i sztuczne oddychanie.Tom pomógł jej wynieść Michaela z wody i ułożyć na trawie…Nie mogłam przestać go ratować i modlić się.I nagle Michael wyrzucił z siebie wodę”.
Tom dowiedział się,gdzie znajduje się najbliższy ośrodek zdrowia,nie dzwonił po karetkę,bo pewnie miałby trudności z pokierwaniem jej do ich domku.Szybko się pozbierali,ponieważ Michael co prawda oddychał,ale tracił co chwilę przytomność.
„Dziewczynki módlcie się”-poprosiła roztrzęsione córki,a one zaczęły raz po raz odmawiać Ojcze nasz.Zanim dojechali do przychodni,Michael odzyskał przytomność i rozmawiał.Lekarze zrobili mu wszystkie konieczne badania,ale nie znaleźli żadnych uszkodzeń fizycznych,nie stwierdzili też urazu psychicznego.Niewiarygodne,ale koszmar skończył się.
Choć Debbie nie chciała jechać do domku,To się nie zgodził.”Jesteśmy rodziną i musimy to razem pokonać”-powiedział.Musiała się więc zgodzić.
„Tego popołudnia Michael uciął sobie długą drzemkę-przypomina sobie Debbie.-Kiedy się obudził,zapytaliśmy go,co właściwie się stało?”.Michael przyznał się,że nie chciał włożyć kamizelki ratunkowej.Był pewien,że da sobie radę bez niej,i chciał się o tym przekonać,schodząc do wody po drabince.
-Ale Bóg był w wodzie-powiedział.
-Gdzie był Bóg?-zapytała Debbie.-Jak wygladał?
-Narysuję ci-zaproponował Michael i tak zrobił.
Trzeba przyznać,że Bóg z rysunku nie przypominał niczego,co Debbie widziała,ale miał na sobie kamizelkę ratunkową.Michael nigdy już nie zaprotestował przy jej ubieraniu.
…Można stracić dziecko w mgnieniu oka.Ale Bóg dał nam aniołów,żeby pomagali nam je chronić.Rodzice codziennie powinni prosić aniołów o pomoc.”Nauczyłam sie modlić,zanim coś zrobię,nawet jak nie ma zagrożenia-mówi Debbie.-Modlić się przed rozmową z dziećmi o problemach,prosić Boga,by dał mi mądrość,cierpliwość,bym naprawdę umiała się zatrzymać i posłuchać”.Przekonała się przecież,że modlitwa wszystko zmienia.

Na podstawie książki”Spotkanie z Aniołem” Joan Wester Anderson